20 maja 2004

# 5

Ósma rano - telefon: Szefowa. Cześć, wiesz, że będziemy mieli firmowego psa?
Wieczorem usłyszała huk i skowyt psa. Kierowca potrącił trzymiesięcznego owczarka niemieckiego, oczywiście nawet się nie zatrzymał. Pobiegli z Hjubrtem zobaczyć co się stało i znaleźli małe psie dziecko, ledwo żywe i w ciężkim szoku. Kurs na dyżur weterynaryjny, okazało się, że pies ma połamaną miednicę i trzeba zrobić zabieg, który kosztuje kilkaset złotych. Weterynarz zwątpił, jak usłyszał, że ma się brać do roboty, bo był pewien, że nikt nie wyda tyle pieniędzy na znajdę. Szefowa podobno kojarzy właściciela, ale nawet nie zamierza się z nimi kontaktować - pies był zagłodzony, nie odrobaczony i nikt się nie interesował, gdzie chodzi i czy nic mu się nie stanie.
Zapadła decyzja, że - chociaż to suka - zostanie ochrzczona od nazwy firmy, po męsku i będzie pilnowała jednej z naszych stacji.
Podobno leży w garażu i patrzy się takimi smutnymi, rozumiejącymi oczami na nich, bo wie, że uratowali jej życie.

3 komentarze:

Aveugle pisze...

Ślicznie. Przepięknie! Brawo dla Pani Prezes! Buziaki dla psa! :*

Lake of Fire pisze...

Dziękuję. Pies jest po operacji i podobno ma się coraz lepiej.

Anonimowy pisze...

Jak tam psisko ? Przyznam, że jestem pod WIELKIM uznaniem dla takiej postawy.